A ty myślisz czasami czy myślisz mózgiem?

Cóż, czytając mojego bloga ktoś może pomyśleć, że jestem bardzo niekulturalny bo podsłuchuję autobusowe rozmowy. Ale chciałbym się wytłumaczyć. Ta rozmowa, o której dzisiaj napiszę była tak głośna, że nie mogłem jej nie słyszeć – nawet jeśli nie chciałem słuchać.

Całe zdarzenie miało miejsce już ponad miesiąc temu, ale właśnie dziś przypomniałem sobie o tej przezabawnej rozmowie. I właśnie dziś w mojej głowie pojawiło się ot, takie zdanie:

Nie myśl czasami. Lepiej myśl mózgiem!

O co chodzi? Otóż Dwie koleżanki spotkały się w autobusie i zaczęły opowiadać o swoich mężczyznach. Nie mogę zaprzeczyć, z opowieści wynikało, że byli bardzo męscy. Zwłaszcza w pięściach po kilku piwach. Czytaj dalej

Jak polska marka znika dla „naszej wygody”

Z rynku znika kolejna polska marka – Telekomunikacja Polska. Być może dla wielu z nas staroświecka, z tragicznymi abonamentami i ogólnie źle kojarząca się, ale polska. Trudno i szkoda. Nie mamy już Idei (obecnie Orange), nie mamy już Ery (obecnie T-Mobile), która przez lata była najdroższą i najbardziej wartościową marką na polskim rynku. Czujecie to? Sam znaczek Era był warty kilka miliardów złotych. Czytaj dalej

Idźcie w pokoju czy idźcie w spokoju (?!)

To będzie wpis dla tych, którzy podczas mszy świętej niecierpliwie spoglądają na zegarek, a końcowe błogosławieństwo traktują jako pozwolenie na wyjście z kościoła. A końcowa myśl po znaku krzyża brzmi tak: „Koniec, możemy iść w spokoju”. Czy msza jest rzeczywiście taka nudna? Czytaj dalej

Krok dalej… metody komercyjne czy chrześcijańskie?

Jak widzicie, moje dotychczasowe „ludzkie” sposoby działały tylko na chwilę. Zdecydowałem się więc iść o krok dalej, może w mało popularnym obecnie kierunku, ale być może właśnie dla moich problemów prawidłowym. A jeżeli ktoś mi zarzuci, że od Kościoła też można się uzależnić, to sprawdźcie to porównanie: Czytaj dalej

Jaki jest w końcu sposób na to wczesne wstawanie?

Wczesne wstawanie daje nam okazję do podziwiania pięknego, nastrojowego świtu

Temat od którego zacząłem pisać mojego bloga i który pojawiał się wielokrotnie, gdy pisałem o swoich sukcesach z wczesnym wstawaniem, a zaraz potem o porażkach i spaniu do południa. Od pierwszego września, kiedy opublikowałem pierwszy wpis minęło już sześć miesięcy. Pół roku, podczas którego mój wewnętrzny świat przewrócił się już totalnie do góry nogami. I co z tym wstawaniem? Udaje mi się, czy nie udaje?

Jak widać na liczniku z prawej strony: „Zacząłem regularne wstawanie z budzikiem 23 dni temu”. Od dwudziestu trzech dni zmieniłem całkowicie taktykę. Nie stosuję już żadnych sztuczek NLP (o których sam zresztą pisałem). Miały być skuteczne. Ale muszę przyznać, że trochę pomogła mi w tym jeszcze jedna sprawa. Czytaj dalej

Lubię…

Lubię sunąć prawie pustym autobusem, w którym jest zaledwie garstka zastygłych ludzi. Lubię ciszę masakrowaną (ale tak przyjaźnie) dźwiękiem diesla siłującego się z dwudziestoma tonami stali. Lubię kiedy słońce kłóci się z mgiełką unoszącą się nad mijanymi polami. Lubię, gdy po raz kolejny zaskakuje mnie widok dwóch domków, wyłaniających się nieopodal lasu. I ten dym z komina, który mówi, że oni też już wstali. Ten dym na chwilę wyrywa krajobraz z przesuwającej się z wolna stop-klatki. Ale tylko na chwilę. W autobusie nadal cisza, zastój i ten głuchy dźwięk diesla…

Czytaj dalej

Historia o starym i nowym człowieku

W kazaniach i konferencjach, które miałem okazję usłyszeć w ostatnim roku przewijał się kilkukrotnie motyw „starego” i „nowego” człowieka. Mowa była o tym, że należy dać spokojnie odejść staremu człowiekowi. Mimo, że pragnęlibyśmy go zatrzymać, coś z niego zostawić i zmienić tylko jakąś cząstkę tej osoby. Co to znaczy zatrzymać starego człowieka? Ja rozumiem to jako nasze przyzwyczajenia, zwyczaje, normy, punkt widzenia, światopogląd. A nowy człowiek? Ha, to nie jest do końca jasne. Oczywiście najłatwiej wyobrazić sobie go, jako człowieka bez wad, jako człowieka bez starych nawyków, jako człowieka uśmiechniętego, towarzyskiego, przebojowego, a zarazem potrafiącego zachować spokój w każdej życiowej sytuacji. Jednym słowem ideał, który ma w dodatku dużą grupę sprawdzonych przyjaciół, a dzięki temu wszystkiemu ma sporo pieniędzy, które wystarczają mu nie tylko na opłacenie rachunków, ale i na dwutygodniowe wczasy na wyspach Bora Bora i ferie zimowe w Austrii. Co jeszcze może mieć nowy człowiek? Na pewno wszystko co zapragnie, bo jest w każdej chwili maksymalnie zmotywowany i potrafi działać, a w dodatku zarażać tym działaniem innych.

(Uwaga! Artykuł nie ma prawie żadnych ozdobników w postaci zbędnych obrazków. Miałem ich dodać kilka, ale pojawił się tylko jeden. Stwierdziłem, że ci którzy przeczytają całą historię o starym i nowym człowieku, sami sobie dołączą obrazki. Takie, jakie podpowie im ich wyobraźnia.) Czytaj dalej

Jeszcze jeden argument, by myśleć… po swojemu

Śmierć Whitney Houston zainspirowała mnie do poszperania po internecie. A zmusiły mnie do tego zwłaszcza słowa Marka Sierockiego, który zadał sobie takie pytanie: „Dlaczego tak się dzieje, że wiele gwiazd, w tym Amy Winehouse czy właśnie Witney Houston, kończą w taki sposób?”

No właśnie. To, co dzieje się wokół gwiazd, jest rzeczywiście dziwne. Czy zbyt wielkie pieniądze ich do tego prowadzą? Czy może środowisko, w którym muszą żyć. A może stwierdzenie o powiązaniu satanizmu z muzyką jest prawdziwe?

Z ciekawych nowinek proponuję zobaczyć teledysk Will.I.Am – The hardest ever. Nie zapomnijcie też o przeczytaniu tekstu tej piosenki. O co chodzi wykonawcy? „You can go hard or you can go home” „Możesz iść twardo, albo iść do domu” – tak to się tłumaczy? Jeszcze ciekawszy jest dalszy tekst. Czytaj dalej